Powracanie ziemian(2)- Ile? Było, nie ma, trochę zostało


niedziela 02/07/2017
3

Obiecałam wytłumaczyć się z tytułu tego cyklu. Powracanie ziemian – dlaczego? Po kolei.

Wydobywanie się spod propagandowej interpretacji świata potrafi trwać długo. Niby już wiesz, że było inaczej, niż wcisnęli ci do głowy w szkole czy w mediach. Niby już jesteś po drugiej stronie cienkiej czerwonej linii, a jednak wciąż nie zadajesz pytań, które są podstawowe. Tak i ze mną było.

To prawda, od małego lubiłam wszystko co pałacowo-dworskie. Moja ś.p.Mama zamęczała mnie (tak wtedy myślałam) wyprawami z konserwatorami, którzy opowiadali o tych wszystkich iluś osiowych ryzalitach, traktach, mansardach i boniowaniach. Wyszukiwała te spotkania w jakich Towarzystwach Wiedzy Powszechnej, a ja wtedy widziałam to wszystko jako zabytki. Coś, co jeszcze jest, co da się opisać w kategoriach historii architektury i sztuki, ale co już jest tylko przeszłością, o której trzeba pamiętać bo pięknie wyglądała i tyle.

To prawda, w latach 80. plątaliśmy się z mężem po starych kościołach i muzeach w starych pałacach. Zwykle koleją, potem na piechotę. Raz chyba nawet stopem.  To wtedy zakochałam się w Tylmanie z Gameren, ponoć synu krawca z Utrechtu, który nasycił polski krajobraz budowlami na nieziemskim styku baroku i klasycyzmu.

Na początku lat 90. Stowarzyszenie Historyków Sztuki  zaczęło robić dworskie seminaria i wydawać referaty w kolejnych tomach. A kiedy profesor Jaroszewski wydał nie za duży – ale za to z rysunkami –  przewodnik po pałacach i dworach Mazowsza,  z radością, metodycznie, co sobotę,  jeździliśmy z zaprzyjaźnionym reżyserem po bocznych drogach wokół Warszawy i odkrywaliśmy kolejne domy albo tylko ich fundamenty. To wtedy dotarło do mnie, że póki we dworze była szkoła czy PGR – jakoś  trwały. Po likwidacji pegeerów wiele z nich, nieremontowanych, traciło dach, a potem  błyskawicznie przestawało istnieć. Opowiadałam wtedy znajomym, że w promieniu 150 kilometrów od miasta jest tych dworów prawie tysiąc – nie wierzyli. Scenariusza dużego dokumentu o tej naszej bolącej wyrwie, zaprzyjaźnieni „nasi” w telewizji jednak nie chcieli. Mogliśmy dostać „zamówienie” na pięciominutowe pocztówki krajoznawcze. A myśmy chcieli pokazać całość. Utratę i konsekwencje.

Marek Kwiatkowski do dworu po Cieszkowskich,  w Suchej, zwoził już wtedy stare organistówki i karczmy z okolicy. Z nim i z  kilkoma właścicielami mazowieckich dworów, którzy je od państwa sprzedającego „zabytki” kupili i nawet założyli jakieś swoje koło przy PTTK,  uknuliśmy wtedy spisek pod nazwą „Ziemiański szklak wokół Warszawy” i pracowicie planowaliśmy nigdy nie urzeczywistniona trasę dla licealistów.

Wtedy –   widziałam to wciąż jako dramat pięknych miejsc i pięknej formy, choć już  zaczynałam dostrzegać ludzi, którzy się w tych odebranych majątkach kształtowali. Bo Marek Miller wydał już swoją „Arystokrację”, pokazująca „podszewkę” trwania pałacu nieborowskiego, z którego całą zebraną tam, nie wiedzieć czemu, wierchuszkę arystokracji wywieziono do Krasnojarska.  A spotkany w Suchej  Zdzisław Morawski naopowiadał mi już ile się dało o tym,  jak srogo wychowywano ich, dzieci, w Małej Wsi, żeby przypadkiem nie czuły się ważniejsze i żeby  potrafiły dobrze służyć innym. Fakt, w jego rodzinnym dworze wciąż był ośrodek URM-u ale nie mieszkała już w nim, jak fuksem przez lata, Nina Andrycz. Taka to była miara postępu.

Z roku na rok, pojawiało się coraz więcej poszukiwaczy rodzinnych śladów, pomagał im  Minakowski ze swoja genialną „Genealogią potomków Sejmu Wielkiego”. Ale wciąż widywałam w portalach turystycznych sformułowane bez potrzeby jakiegokolwiek wytłumaczenia frazy:  „Dwór oddany na skarb państwa”.  A na mosiężnych tabliczkach  -  informacje: „W posiadaniu muzeum od 1946 roku”. No, dobrze, , czasem muzeum podawało trop   nieco dokładniejszy choć wciąż pełen niespotykanej dyskrecji, jak na przykład:  „Z kolekcji Potockich w Krzeszowicach”, które to Krzeszowice można było sobie obejrzeć w stanie lekko zrujnowanym w sieci i dośpiewać resztę.

Czytałam, oglądałam, już widziałam w tym i ludzi i rolę jaką obywatele ziemscy pełnili przez stulecia. A jednak dopiero rok temu zadałam sobie pytanie, od którego wszystko powinno się zaczynać.

Ile?

Ile majątków zabrał obywatelom ziemskim w 1944 roku dekret PKWN, podpisany przez Bieruta, Osóbkę Morawskiego, Wasilewską, Berlinga?

Do tej pory wiedziałam, że dużo, widziałam szczegóły tej nienazwanej w historiografii oficjalnej opowieści.  Ale nie zapytałam siebie o skalę. A skala stała się oczywista, kiedy tylko wyciągnęłam po nią rękę. Ciotka Wiki, od czci i wiary często odsądzana, podała mi ją  tacy.

Prawie dziesięć tysięcy majątków ziemskich zabrano ludziom tu, w tych granicach, które narysowała dla nas Jałta. Kolejne piętnaście tysięcy pozostało za grubą kreską mapy, zaproponowaną przez Curzona jeszcze w  negocjacjach ryskich. Kresowe piętnaście tysięcy opisał  jeden niezwykły człowiek, który przyjechał ze Lwowa wraz z Ossolineum. Roman  Aftanazy. (O nim będzie osobno, bo to postać szczególna.)  Dziesięć tysięcy majątków odebranych wewnątrz granic pojałtańskich opisują przez ostatnie lata w najróżniejszych miejscach najróżniejsi ludzie.  A ja, mogę o tym wszystkim czytać.  I dlatego to jest dla mnie czas powracania ziemian.

Nie przemijania, nie kresu epoki, jak nazywa to  „Karta”, która niedawno (no dobrze, to już rok minął )  wydała numer ze wspomnieniami ziemian z czasu, kiedy dwory wpadały w ręce nowych okupantów. Jestem z „Kartą” zaprzyjaźniona, bo robiłam ją dawno temu,  w podziemiu, kiedy nie była jeszcze kwartalnikiem historycznym tylko zwykłym „tołstym żurnałem”, jak się wtedy mówiło. Po ‘89 „Karta”, przez trop Sybiraków i wielkie „Archiwum Wschodnie” siłą rzeczy musiała zaprzyjaźnić się  ze środowiskiem ziemiańskim. Współpracował z nią  ś.p. Janusz Przewłocki, który z pasją zbierał zdjęcia dokumentujące historię polskich ziemian. Część była pokazywana w warszawskim Domu Spotkań z Historią, część została opublikowana w albumie przez „Kartę” wydanym,  a wszystkie leżą dziś w magazynie Muzeum Narodowego i czekają.

Ale „ziemiański” numer Karty (87/2017)  miał  piekielną okładkę. Żadna tam nobliwa matrona w żabotach czy ogród  tonący w promieniach słońca z dziewczynkami w anglezach. Na zimowym chyba zdjęciu stoi Juliusz Tarnowski,  obok niego Władysław i Adam Zamoyscy. Każdy ze strzelbą, z lufą skierowaną ku ziemi,  po polowaniu. Przed nimi, równo ułożone,  trzy  martwe wilki. A w mojej głowie od razu te tropy z Kaczmarskiego.  Coś zniszczyliście,  a teraz jesteście sami jak te wilki? To wy byliście jak  obława a teraz  wszyscy wyginiecie? I tytuł numeru: Przemijanie ziemian. Wewnątrz: Temat numeru – ziemiaństwo – kres epoki i  wstępniak Zbyszka Gluzy z jednej strony czuły wobec dziedzictwa, z drugiej ze stalową ostrością akceptujący to, co jest.  Kres, przemijanie, zostało po nich…

No a do mnie oni właśnie powracają.

Są jak ten Wilk Kaczmarskiego, co jednak przetrwał i nawołuje, że trzeba się bronić.

Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w obcy las, Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna, Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas., Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna…

Blizna została ale przetrwali. Skąd w nich siła do trwania?

Pisze o tym Jałowiecki, o którym się dowiedziałam na blogu Coryllusa, a teraz przepisuję i podaję dalej. „Requiem dla ziemiaństwa”, relacja z września ’39 :

(…) Wpadł do hotelu jakiś wojskowy wołając:

- Uciekajcie, panowie, bolszewicy są już w pobliżu Wilna.(…)

Była godzina druga nad ranem, gdy przed hotelem zawarczały głucho jakieś pojazdy.(…) W świetle latarni stały dwa czołgi. Ujrzałem charakterystyczne czapki z wielkimi czerwonymi gwiazdami. To nie było złudzenie, to byli bolszewicy.

Tym razem ogarnęła mnie rozpacz. „Wiec po to wyjechaliśmy z Kamienia, na to przeszliśmy całe to piekło ucieczki, aby na końcu wpaść w łapy bolszewickie i zakończyć życie gdzieś w łagrach dalekiej Syberii”. – Zacząłem się modlić, z trudem panując nad nerwami. W końcu dobiegły do mnie słowa mojego [nieżyjącego] Ojca: „Kiedy jesteś słabszy, to jedyną obroną jest desperacki atak na przeciwnika”.

Wyskoczyłem na ulicę. Byłem w długich butach i nocą nie miałem wyglądu burżuja.

Podszedłem do żołnierzy stojących obok czołgów. Poczęstowałem ich papierosami.

A gdie naszi? – spytałem.

- Naszi wsio jeszcze tam – jeden z żołnierzy wskazał w kierunku Niemenczyna.

- A tam jeszcze naszich niet? – pokazałem ręka w kierunku kościoła św. Rafała i szosy wiłkomierskiej.

- Niet, naszich tam jeszcze niet, oni nieskoro budut.

Szybko wróciłem do hotelu. Co prędzej wzięliśmy nasze walizki i chyłkiem, wzdłuż murów domów okalających plac Orzeszkowej dostaliśmy się do naszego samochodu. Zosia znalazła jakiś czerwony szalik. Naprędce uwiązałem jego część jako opaską, a resztą udekorowałem samochód (…) i wyjechaliśmy na pierwsza ulice mającą wylot na szosę wiłkomierską.

W pobliży szosy samochód zanurkował przednim kołem. Ulica przekopana była rowem, a przed nami na szosie wiłkomierskiej stały znowuż dwa czołgi sowieckie. Poczułem w sobie siłę desperata. Westchnąłem do Matki Bożej o pomoc. Wyskoczyłem z samochodu i podbiegłem do żołnierzy. Spojrzeli na moją czerwona opaskę, a ja na ich poczciwe, tak mi znane tępe twarze rosyjskich sołdatów.

- Riebiata – krzyknąłem, jakbym był komisarzem – pomagitie. Domkrat (lewar) u was jest?

- Jest, no nie rabotajet – odpowiedział jeden z żołnierzy. Czułem, że zadziałał u nich przez zaskoczenie odruch bezmyślnego wykonywania rozkazów. Należało się spieszyć.

- Nu kakije u was poriadki. Chaditie bystro wytianut maszynu, a patom zakurim.

Wspólnymi siłami wyciągnęliśmy samochód.

- Spasiba, bratcy – zawołałem, rzucając parę paczek papierosów przy wjeździe na szosę. – Spasiba – powtórzyłem.

Droga na Litwę stanęła otworem.

 

Więc i ja dziś mam poczucie, że otworem stoi droga do przywrócenia obywatelom ziemskim ich miejsca w naszej wciąż toczącej się  historii. Jasne, parlamentarzyści będą przez kolejne dwadzieścia lat przygotowywać kolejne dwadzieścia projektów (tyle już było) ustawy reprywatyzacyjnej i nigdy jej nie uchwalą. Wpływu na nich nie mam. Mogę za to namawiać „Kartę” i ziemian do pewnego wspólnego działania (ale to na razie tajemnica więc o tym za trochę). Mogę  pisać o tym, co było i co –  w zmienionej formie – wciąż, na szczęście,  jest. To piszę.

https://www.odk.pl/po-palacach-i-dworach-mazowsza-cz-1,1233.html

http://www.polskiezabytki.pl/m/obiekt/3685/Sucha/

http://www.shs.pl/?page_id=2368

https://www.antykwariat.waw.pl/ksiazka,1005680/marek_miller_arystokracja,2104.html

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%82ac_w_Ma%C5%82ej_Wsi

http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19440040017

https://pl.wikipedia.org/wiki/Reforma_rolna_w_Polsce

https://pl.wikipedia.org/wiki/Reforma_rolna_w_Polsce_(1944)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Dzieje_rezydencji_na_dawnych_kresach_Rzeczypospolitej

https://ksiegarnia.karta.org.pl/produkt/karta-872016/

http://test.dsh.waw.pl/wydarzenia/wokol-palacu-i-dworu/

http://karta.org.pl/Aktualnosci/Album_%26amp%3Bbdquo%3BWokol_palacu_i_dworu__Z_kolekcji_Janusza_Przewlockiego%26amp%3Brdquo%3B/74

https://www.youtube.com/watch?v=1UIzl4_SFp


Komentarze 3 Dodaj komentarz

 
  1. Wow. A może napisze pani cos o czworakach, wszak w nich mieszkali ludzie, którzy o swicie, w deszcz i mroz szli do roboty aby panom zylo się doskonale. Czy pani ma refleksje, skad wziely się te dwory, majatki , wlosci? czyz nie z ucisku poddanych, którzy zyli gorzej niż zwierzęta w panskiej oborze. Niech pani nie uprawia polityki tylko niech pani pomyśli czy jeżeliby dekret nie odebral tym ludziom tych wlosci to dzisiaj mielibysmy państwo niewolnicze. To się pani marzy? no jasne, kazdy by chciał. A tak po prawdzie to te majatki zostały zawłaszczone albo zakupione przez współczesnych panow, którzy do polityki się dorwali po 89 roku i zapragnęli zostać wlascicielami Polski.

       Odpowiedz
    1
    2
  2. Całkowita zgoda co do ostatniego zdania!

       Odpowiedz
    0
    0
  3. Pani Emmo, właśnie po to Pani Anna pisze takie teksty, żeby nieco w Pani głowie rozjaśnić w temacie, który Pani przyjmuje tylko emocją i głupią propagandą z okresu PRL. Cieszymy się więc, że przeczytała Pani ten tekst, bo może po kilku następnych coś Pani z historii zrozumie. I nie piszę złośliwie; wielu z nas jest skażonych propagandą komunistyczną…

       Odpowiedz
    1
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


× 3 = dwadzieścia siedem

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Powracanie ziemian(10) - Witold Maringe, kamienny ganek, wyniosły jesion i Proces Siedmiu

niedziela 29/10/2017
0

Na zdjęciu z 1921 roku, które pokazuje wiki, biały  dwór w Lenartowie zaprasza do odpoczynku na wielkim kamiennym ganku. To jest taki ganek, na którym…


Czy śpiewanie o czerwonych sztandarach od rana może być groźne?

sobota 21/10/2017
0

Czytelników cyklu „Powracanie ziemian” przepraszam, że się nagle wcinam z tymi sztandarami ale akurat widzę je przez okno, więc jest mus. A było tak: któregoś…


Powracanie ziemian(9) - Traktat ryski, warszawskie Hollywood Adama Drzewickiego i udawany książę

piątek 15/09/2017
0

Lubił malować i fotografować. Założył w Warszawie  wytwórnię  filmową, w której od 1923 roku  nakręcono albo opracowano prawie sto filmów polskich i wykonano dla  kin…


Powracanie ziemian(8) - O dwóch Zofiach, jednej Marii i tysiącach porcji wrześniowej zupy

piątek 01/09/2017
0

Jaki był początek wojny widziany z dworu w Kowali niedaleko Radomia? Maria z Kuźnickich Walewska ma 48 lat i zarządza majątkiem już dwudziesty rok. Kiedy…


Powracanie ziemian(7) – O małej Krysi i muzeum w Niedźwiedziu

niedziela 20/08/2017
0

We wrześniu ‘39 Krysia Dąmbska miała osiem lat. Jej dom, dwór w Wałyczu, 50 kilometrów od Torunia, zajęło niemieckie wojsko.  Późną jesienią dowiedziała się, że…


Powracanie ziemian(6) - Bełzatka i młody kapitan Jaruzelski

poniedziałek 07/08/2017
2

Historia po polsku banalna – o dworze, który był, potem go zabrali i nawet trochę z niego skorzystali, a na końcu rozebrali -  żeby nikt…


Powracanie ziemian(5) – Starszy Pan Jeremi z "Błyskawicy" i generał Berling

poniedziałek 31/07/2017
0

Przed  desantem – nieudanym przecież - na drugą stronę Wisły, który miał pomóc Powstaniu,  berlingowcy przeczytali ulotkę z odezwą swojego dowódcy: Elementy faszystowskie wszelkiego autoramentu…


Powracanie ziemian(4) - "...którzy u steru spraw i na straży świata siedzą…"

niedziela 16/07/2017
0

W 1935 roku 700-hektarowe  Żychce  Tadeusza Lerchenfelda zostały Gospodarstwem Roku w Pomorskiem. Specjalizowali się tam  się w uprawie ziemniaków, eksportowali sadzeniaki do Francji i Niemiec.…


Powracanie ziemian(3) - Dwór Mazarakich pod Skierniewicami i komunista żarliwy, jak również piszący

sobota 08/07/2017
0

Nie mogę odszukać tego jednego, mocnego zdania, w którym Maria Rodziewiczówna w wielkim skrócie przypominała o konieczności obrony ziemi, tak ważnej dla zachowania polskości. No…


Powracanie ziemian (1) - Czombrów, czyli Soplicowo, mama Mickiewicza i Majowe

czwartek 22/06/2017
0

Jeżdżę po dworach od lat. Landem nie, bo kto dziś ma lando? Najwyżej Andrzej Nowak Zempliński, który zbiera w Tułowicach wszystko co stare i na…