Kup Pan LOMO! (przez Internet)


piątek 24/11/2006
2

Połączenie globalnego kanału dystrybucji i internetowej społeczności ma sens. Dowodzą tego strony Towarzystwa Lomograficznego com/”>www. lomography. c om. Przedsiębiorczy Austriacy z sukcesem zregenerowali bazową markę, obudowali ją produktami, a całość zanurzyli w oddanej, lojalnej społeczności o dużym potencjale związanym z powtórnymi zakupami w sklepie lomograficznym. Wszystko pod jednym adresem, podane w lekki, supersympatyczny i inspirujący sposób.
Zregenerowaną marką jest LOMO – oryginalnie była to nazwa popularnego, małoobrazkowego aparatu fotograficznego Lomo Kompakt Automat (LCA), produkowanego masowo w ZSRR w latach osiemdziesiątych XX wieku. Produkcja szła w najlepsze (i w miliony sztuk) aż do czasów transformacji ustrojowej. Na początku lat 90. oryginalne LCA odkryli w sklepach ze starociami wiedeńscy studenci, a aparacik zachwycił ich na tyle, że już w 1992 roku zawiązało się Towarzystwo Lomograficzne (Lomographische Gesellschaft), którego misją stało się szerzenie lomografii na całym świecie. Z misji tej wywiązują się skutecznie; dzięki Internetowi oraz realnym eventom promują swoją markę i sprzedają aparaty lomograficzne – zresztą nie tylko LCA, którego produkcję wznowili. Oferta Towarzystwa obejmuje obecnie 8 kategorii (aparaty, akcesoria, filmy, książki i inne), a w nich około 100 produktów.

Czy sukces byłby możliwy bez nowych technologii? Zapewne nie. Sklep Lomographical Society w Wiedniu mieści się w niewielkiej kanciapie w Museumsquartier – modnej, młodej, zatopionej w sztuce i kawiarniach dzielnicy muzeów. Co z tego, jeśli ma on niewiele wspólnego ze sklepem internetowym – to był jeden z większych zawodów fotograficznych, jaki kiedykolwiek mnie spotkał! Bez dwóch zdań: w przypadku Lomo Internet jest 100 razy fajniejszy, niż real. Sklep na WWW jest bowiem fantastycznie zaopatrzony i wyposażony we wszelkie udogodnienia (asystent sprzedaży, podpowiedzi pokrewnych produktów, wygodne konto, możliwość śledzenia zamówienia, obsługa płatności kartami, możliwość zwrotu zakupionych produktów i inne) oraz powiązany z częścią społecznościową serwisu. A tam każdy, kto kupi aparacik lomograficzny, ma do dyspozycji feerię narzędzi i eventów.

Życie społeczności lomograficznej tętni kolorami, kręci się wokół specjalnych misji fotograficznych, wokół zdjęć, stworzonej przez Towarzystwo filozofii ( dekalog lomograficzny), a tak naprawdę – wokół produktów sprzedawanych w lomoshopie.


Lojalność, a szczególnie jej praktyczne przełożenie na powtórne zakupy jest jednym z najbardziej pożądanych efektów działań marketingowych. Stymulowanie lojalności poprzez zaangażowane społeczności stało się znacznie łatwiejsze wraz z rozpowszechnieniem się nowych mediów. Natychmiastowość reakcji, dwu- a nawet wielokierunkowa komunikacja, możliwość tworzenia kontentu związanego z marką przez Klientów-Użytkowników serwisu oraz łatwy dostęp do informacji stały się najistotniejszymi nośnikami sukcesu. Strony lomography. com wykorzystują wszystkie powyższe mechanizmy i… kilka innych.
Użytkownik strony, a jednocześnie Klient sklepu może:
* założyć własny ‶lomo-home”, czyli stronę Użytkownika, na której może eksponować swoje lomozdjęcia, często przekształcone w minifilmy przy pomocy ciekawych narzędzi, udostępnionych bezpłatnie przez serwis,
* oglądać prace innych i współzawodniczyć z nimi w specjalnych misjach, akcjach i konkursach tematycznych
* znaleźć się w gronie 230. 000 oddanych lomografii osób jako ‶swój”
* mieć dostęp do informacji na temat, który go żywo interesuje, a także – do informacji o nowościach, wydarzeniach i promocjach w sklepie lomograficznym.

Brzmi jak łatwizna, ale diabeł tkwi w szczegółach – zaplanowaniu społeczności (korzyści, funkcjonalności, struktury), kontencie, konkursach – jakie, jak komunikowane, jakie nagrody, jakie przełożenie na zniżki w sklepie; na komunikacji marki, jakości newslettera i narzędzi komunikacyjnych dla społeczności, w zarządzaniu treścią na głównej stronie, animowaniu społeczności, współpracy z partnerami. A to nie każdy potrafi.

Oprócz dobrze przemyślanej strategii internetowej od Towarzystwa Lomograficznego można też nauczyć się rozmachu i braku kompleksów w stymulowaniu rzeczywistych eventów. Projekt World Browser zgromadził 105 tysięcy zdjęć ze 162 krajów. W wielu krajach Towarzystwo ma zaprzyjaźnione placówki; istnieją one także w Polsce (www. lomografia. pl czy lomo. art. pl). Sprzedaż wspierają spotkania , wystawy, projekty lokalne, galerie i wydawnictwa.

Skutek? Wpiszcie LOMO w Google’a (12 milionów rekordów) albo wyszukiwarkę na Flickr (2443 grupy, stan na dziś). Ja jestem pod wrażeniem.


Komentarze 2 Dodaj komentarz

 
  1. oj moze i prawda ale spozniona o co najmniej 4 lata, robie lomo juz huhuhu czasu i znam się na tym, w Pani tekscie widze sporo zasadniczych błędów ale wynikają one z braku znajomości tematu Łomo ( tak to sie naprawde czyta ) jesli chodzi o marketing to Łomo nie jest produktem komercyjnym, nikt na nim nie zarabia itp itp itp itp

       Odpowiedz
    0
    0
  2. Zapewne zajmuję sie lomografią krocej niz Pan, bo faktycznie pierwszy aparacik sprawiłam sobie jakieś 4 lata temu. Fotografia sprawia mi ogromną frajdę, wynalazki rozpowszechniane przez Towarzystwo Lomograficzne (Supersampler, Frogeye, Actionsampler, Holga) również. Natomiast powyższy tekst jest marketingowym studium przypadku, i o to głównie w nim chodzi.

    Jeśli w tekście pojawiły się błędy, proszę o konkrety – na pewno poprawię lub skomentuję, jeśli nie będę zgadzać się z krytyką – oby konstruktywną i, o ile to możliwe, życzliwą.

    Pozdrawiam,
    AG

       Odpowiedz
    0
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


dziewięć − 5 =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Brawo Orange, brawo MTV, brawo Wrzuta!

środa 22/11/2006
4

Serce roście, patrząc na te czasy. Oto Orange POP prowadzi wdzięczną, pomysłową i niebywale synergiczną kampanię swojej marki (i nowej promocji „Liczy się tylko ostatnia”),…