Witryna Poetów nr49 – Turpiści w Polsce


sobota 01/09/2018
0

 

 

Witajcie, aloha!

Niech żyją turpiści, poniekąd. Ci istotni, znani i ci – mniej. Tak jest z poezją oglądaną na opak celowo. Czym TURPIZM ? Zabiegiem  formalnym ,przecież koniecznym.

Pochwałą brzydoty,  bo jest życie podłą egzystencją. Jednak  świat się nie rozwali przez TO. Inne widzenie rzeczywistości potrzebą formalną, niestety…

          Wypada  przywitać się serdecznie z Czytelnikami. To już dni przedostatnie w historii opowiadanych tekstów tutaj – w Witrynie Poetów. Prawdopodobnie finis coronat opus. Żegnajcie nam – wspominając przeżyte tutaj lektury.

 

Jest multum turpistów. Nawet między nimi St.  Różewicz.   Lecz wśród nich żyje tylko dwoje. I starczy…  Ludmiła  Janusewicz  i Adam Kamon jeszcze dychający. Basta.

 

 

 

                        LUDMIŁA  JANUSEWICZ

 

 

 

 

ALICJA w KRAINIE CZARÓW

 

 

 

 

 

Kiedy to, co słyszę
i widzę na ekranie
telewizora,
to wydaje mi się
jedna mimoza!

I niech nikt nie myśli,
że to jedyna opcja…

Bo przecież mogę
się
wytatuować!

 

 

 

 

 

 

SYNAPSYDA

 

 

 

 

Krytyka literacka a system dwójkowy w matematyce

Zawsze ciekawi mnie dlaczego niektórzy ludzie
informują bliźnich o ich niedostatkach, np. utyłaś od
ostatniego razu, albo – gdy widzieliśmy się ostatnim
razem, byłaś młodsza.
Takie powiedzonka mogą służyć za usprawiedliwienie.
Nie powiedziałem ci dzień dobry, bo byłaś młodsza
i cię nie poznałem.
Taka pani od razu jest zestresowana, nie dość, że jej
nie poznają, to jeszcze się postarzała.
Albo ona do niego – ostatnio zrobiłeś się taki rudy!
Prawda, że ładne?
Rozmawiałam na temat krytyki literackiej ze znajomym.
- Wiesz dlaczego skończyłem studia techniczne? –
spytał.
- A mnie skąd wiedzieć – odpowiedziałam Pawlakiem.
- Studia techniczne dają mi przewagę nad krytykiem.
Krytyk może mi udowodnić, że się mylę, albo ja mogę
powiedzieć krytykowi, co o nim myślę używając słów
powszechnie uznawanych za obelżywe, jeśli moje
wyliczenia są dobre.
Ciekawe co by napisał krytyk zmagając się z materią
systemu dwójkowego?
Przecież każdy zna się na cyferkach, tak jak każdy zna
się na literaturze.
System dwójkowy składa się z samych zer i jedynek.
Krytyk wytknie w pierwszej kolejności, że moja myśl
nie jest zbyt głęboka, bo w całym tym systemie nie ma
ani jednej dwójki, czyli utwór bez głównego bohatera.
Po drugie, jeśli będzie za dużo jedynek, to powie, że
system przypomina mu płotek.
Gdy będzie dużo zer, okaże się, że za dużo pesymizmu,
albo że utwór jest o niczym.
Jeśli to będzie członek opozycji, zaproponuje na
„plenumie” przyjęcie postulatu o parytecie dla zer, zer
powinna być przynajmniej połowa.
W niektórych partiach zastosowano ten sam parytet,
ale tylko dla zer „nieznaczących”.
To się zdaniem krytyka nie przyjmie, u nich w partii
każde zero coś znaczy.
Prekursorem tego pomysłu był Leszek Miller, to on
pierwszy dostrzegł zalety systemu dwójkowego.
- Chcesz mi powiedzieć, że krytyka literacka nie ma
racji bytu? – spytałam.
- Byt to ona krytyka ma, natomiast zdecydowanie nie
ma racji.
Krytyk literacki jaki by nie był, zachowuje się jak pan
Jourdin, poinformuje cię, czym się posługujesz.
- Wiesz czym ty mówisz prosta kobieto? – spytał pan
Jourdin.
- ?
- Prozą.

 

 

 

ANDRZEJ  BURSA

 

 

 

 

 

Sylogizm prostacki:

 

 

 

 

 

 

 

 

Za darmo nie dostaniesz nic ładnego
zachód słońca jest za darmo
a więc nie jest piękny
ale żeby rzygać w klozecie lokalu prima sorta
trzeba zapłacić za wódkę
ergo
klozet w tancbudzie jest piękny
a zachód słońca nie
a ja wam powiem że bujda
widziałem zachód słońca
i wychodek w nocnym lokalu
nie znajduję specjalnej różnicy. 

 

 

POETA

 

 

 

 

 

Poeta cierpi za miliony
od 10 do 13.20
O 11.10 uwiera go pęcherz
wychodzi
rozpina rozporek
zapina rozporek
Wraca chrząka
i apiat’
cierpi za miliony

 

 

 

 

 

 

 

ANDRZEJ  BURSA

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pantofelek

 

 

 

 

 

Dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek
no to co
milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ANDRZEJ  BURSA

 

 

 

 

Boże jaki miły wieczór
tyle wódki tyle piwa
a potem plątanina
w kulisach tego raju
między pluszową kotarą
a kuchnią za kratą
czułem jak wyzwalam się
od zbędnego nadmiaru energii
w którą wyposażyła mnie młodość możliwe
że mógłbym użyć jej inaczej
np. napisać 4 reportaże
o perspektywach rozwoju małych miasteczek
ale
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka

Bądź mi

Rafał Wojaczek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bądź mi od stóp do głowy, od pięty do ucha

Od kolana do pachwiny, od łokcia do paznokci

Pod pachą, pod językiem, od łechtaczki do rzęs

 

Bądź biegunem mojego pomylonego serca

Rakiem, który mózg jedząc pozwoli poczuć mózg

Bądź wodą tlenu dla spalonych płuc

 

Bądź mi stanikiem, majtkami, podwiązką

Bądź kołysanką dla ciała, niańką co kołysze

Jedz mi brud zza paznokci, pij miesięczną krew

 

Bądź żądzą i spełnieniem, rozkoszą, znowu głodem

Przeszłością i przyszłością, sekundą i wiecznością

Bądź chłopcem, bądź dziewczyną, bądź nocą i dniem

 

Bądź mi życiem, radością, bądź śmiercią, zazdrością

Bądź złością i pogardą, nieszczęściem i nudą

Bądź Bogiem, bądź Murzynem, ojcem, matką, synem

 

Bądź — i nie pytaj, jak Ci się wypłacę

A wtedy darmo weźmiesz najpiękniejszą zdradę:

Miłość, która obudzi śpiącą w Tobie śmierć

 

 

 

 

 

 

 

Kobiecość III

Rafał Wojaczek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie wiem, czyś Ty to dostrzegł, że słowo „kobieta”

Oczywiście rymuje się ze słowem „poeta”

Nie wiem, czyś się zamyślił nad tą rewelacją

Nie wiem, czy tobie to się objawiło jasno

Wiem tylko tyle (w proste ujmę sylogizmy

Tę moją wiedzę) : znawcą nieświeżej bielizny

Wszelkich brudów, rynsztoka i odwrotnej strony

Medalu świata kto jest, jeżeli nie żony

Matki lub odchodzące czy stałe kochanki

(myślę, że prawidłowe wyłożę przesłanki);

Kto, jeśli nie poeta, podgląda przez dziurki

Boga, aby zobaczyć go w nocnej koszuli

Na nocniku; i komu nie wolno po tym stracić

Wiary w swoje anielstwo; kto, żyjący, karmi

Śmierć regularnie swoją księżycową krwią;

Kto po imieniu, chcąc żyć, musi nazywać ją;

Komu uroda świata śmierdzi zjełczałym łojem;

Dla kogo każde piękno podmyte jest gnojem;

Dlatego się uśmiecham, Ty moje duże dziecko

Kiedy mi czasem mówisz, że chciałbyś być kobietą

 

 

 

 

 

 

Oczekiwanie

Stanisław Grochowiak

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ani słowa. Nie wyrąbiesz.
Kilof – pióro.
A tu wiatr na wielkiej trąbie
Jedzie górą.A tu Panny i Bliźnięta.
Wielkie pługi.
I pieluszka już rozpięta
Do żeglugi.Och, syneczku! O, córeczko,
O, nieznani!
Płynie sobie me pióreczko
Do przystani.A w przystani siedzi żona
Nastroszona.
I przyciska mnie do łona,
Zgłupiałego Posejdona…
Żona, żona.z tomu „Ballada rycerska”, 1956

Franz  Kafka

 

Stanisław Grochowiak

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Umarł ze strachu”
Tak napisano
A wszędzie tylko blachy i mury -
I sztywne dymy jak wzdęte fryzury
Nad przerażeniem dachów.Pisał o ludziach przemienionych w szczury,
O krzywych chmurach jak cienie odwachu,
Deklinował kaźnie,
Koniugował tortury -
Gramatyk strachu.Gdzie się narodził?
A narodził się czule -
I jak innych – go smoczkiem wytrwale karmiono,
Ale ujrzał nad globem czarownicę zieloną
I jej piersi szczerbate półkule.I szewiectwo, co wbija ćwieczki w środek mózgu.
I mularstwo, co gipsuje usta i powieki -
I nierzadko zachodził pod rzeźnickie ścieki,
By długo słuchać plusku.”Umarł ze strachu”
Tak napisano -
Pisano gwizdem za węgłami nocy…
Miarą epoki są tacy prorocy
Nad przerażeniem dachów.

Ogród

Stanisław Grochowiak

 

 

 

 

 

 

 

Jackowi Łukasiewiczowi

Jest w naszym ogrodzie pewna suchość form
[ To może
Dlatego drapak zamiast róży Albo
W miejscach hortensji widelce i noże
Które się wkłada – by zaschnęły – w album

To jest w ogrodzie zamiast fontann – kurek
Rozkwitły w siedem jęzorów żelastwa
Leżak zwalony jak Don Kichot z siodła
Piłka wypchana skamieniałym wapnem

Więc może to głębokie – chyba dociekliwe
Ogrodnik tu różowy – przejrzysty jak
[ pęcherz

I widać jak przez krwiobieg
Widno mu przepływa
Należny tylko niebu
Sprężony gaz
Powietrze

Z tomu Rozbieranie do snu (1959)

 

 

Bransolety

 

Stanisław Grochowiak

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opowiadała mi babcia bransoletkę:
- Pewna żmija
Nosiła ten klejnot nad kostką
Poniżej kolana
Więc dziadek – wracając z Paryża –
Przywiózł babci lornetkę z kości słoniowej.

- Bransoletki są dobre na raka -
Spowiadał się śmiertelny wujek.
Owijając starannie nerki skórką zajęczą.

- A co przede wszystkim wynieść z ognia i dymu? -
Wołał Buchwald, cywil żołnierskiego powstania.
Ledwo obrączkę
Dała mi pocieszająca żona

Klejnoty rozkładam na świetlistym obrusie.
Popatrzcie.

 

 

 

 

 

Ogród

Stanisław Grochowiak

Jackowi Łukasiewiczowi

Jest w naszym ogrodzie pewna suchość form
[ To może
Dlatego drapak zamiast róży Albo
W miejscach hortensji widelce i noże
Które się wkłada – by zaschnęły – w album

To jest w ogrodzie zamiast fontann – kurek
Rozkwitły w siedem jęzorów żelastwa
Leżak zwalony jak Don Kichot z siodła
Piłka wypchana skamieniałym wapnem

Więc może to głębokie – chyba dociekliwe
Ogrodnik tu różowy – przejrzysty jak
[ pęcherz

I widać jak przez krwiobieg
Widno mu przepływa
Należny tylko niebu
Sprężony gaz
Powietrze

Z tomu Rozbieranie do snu (1959)

 

 

 

 

 

 

 

 

Stanisław  Różewicz – wiersze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ocalony 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mam dwadzieścia cztery lata
ocalałem
prowadzony na rzeź.

To są nazwy puste i jednoznaczne:
człowiek i zwierzę
miłość i nienawiść
wróg i przyjaciel
ciemność i światło.

Człowieka tak się zabija jak zwierzę
widziałem:
furgony porąbanych ludzi
którzy nie zostaną zbawieni.

Pojęcia są tylko wyrazami:
cnota i występek
prawda i kłamstwo
piękno i brzydota
męstwo i tchórzostwo.

Jednako waży cnota i występek
widziałem:
człowieka który był jeden
występny i cnotliwy.

Szukam nauczyciela i mistrza
niech przywróci mi wzrok słuch i mowę
niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia
niech oddzieli światło od ciemności.

Mam dwadzieścia cztery lata
ocalałem
prowadzony na rzeź.

(z tomu „Niepokój”, 1947)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak dobrze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak dobrze Mogę zbierać
Jagody w lesie
Myślałem
Nie ma lasu i jagód.

Jak dobrze Mogę leżeć
W cieniu drzewa
Myślałem drzewa
Już nie dają cienia.

Jak dobrze Jestem z tobą
Tak mi serce bije
Myślałem człowiek
nie ma serca.

 

 

 

 

 

Kto jest poetą

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poetą jest ten który pisze wiersze
I ten który wierszy nie pisze

Poetą jest ten który zrzuca więzy
I ten który więzy sobie nakłada

Poetą jest ten który wierzy
I ten który uwierzyć nie może

Poetą jest ten który kłamał
I ten którego okłamano

Ten który upadł
I ten który się podnosi

Poetą jest ten który odchodzi
I ten który odejść nie może

 

 

 

 

 

 

 

Lament

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zwracam się do was kapłani
Nauczyciele sędziowie artyści
Szewcy lekarze referenci
I do ciebie mój ojcze
Wysłuchajcie mnie.

Nie jestem młody
Niech was smukłość mego ciała
Nie zwodzi
Ani tkliwa biel szyi
Ani jasność otwartego czoła
Ani puch nad słodką wargą
Ni śmiech cherubiński
Ni krok elastyczny

Nie jestem młody
Niech was moja niewinność
Nie wzrusza
Ani moja czystość
Ani moja słabość
Kruchość i prostota

Mam lat dwadzieścia
Jestem mordercą
Jestem narzędziem
Tak ślepym jak miecz
W dłoni kata
Zamordowałem człowieka
I czerwonymi palcami
Gładziłem białe piersi kobiet.

Okaleczony nie widziałem
Ani nieba ani róży
Ptaka gniazda drzewa
Świętego Franciszka
Achillesa i Hektora
Przez sześć lat
Buchał z nozdrza opar krwi
Nie wierzę w przemianę wody w wino
Nie wierzę w grzechów odpuszczenie
Nie wierzę w ciała zmartwychwstanie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

List do ludożerców

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kochani ludożercy
Nie patrzcie wilkiem
Na człowieka
Który pyta o wolne miejsce
W przedziale kolejowym
Zrozumcie
Inni ludzie też mają
Dwie nogi i siedzenie

Kochani ludożercy
Poczekajcie chwilę
Nie depczcie słabszych
Nie zgrzytajcie zębami

Zrozumcie
Ludzi jest dużo będzie jeszcze
Więcej więc posuńcie się trochę
Ustąpcie

Kochani ludożercy
Nie wykupujcie wszystkich
Świec sznurowadeł i makaronu
Nie mówcie odwróceni tyłem:
Ja mnie mój moje
Mój żołądek, mój włos
Mój odcisk moje spodnie
Moja żona moje dzieci
Moje zdanie

Kochani ludożercy
Nie zjadajmy się Dobrze
Bo nie zmartwychwstaniemy
Naprawdę

 

 

 

 

 

 

 

Oblicze ojczyzny

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ojczyzna to kraj dzieciństwa
Miejsce urodzenia
To jest ta mała najbliższa
Ojczyzna

Miasto miasteczko wieś
Ulica dom podwórko

Pierwsza miłość
Las na horyzoncie
Groby

W dzieciństwie poznaje się
Kwiaty zioła zboża
Zwierzęta
Pola łąki
Słowa owoce

Ojczyzna się śmieje

Na początku ojczyzna
Jest blisko
Na wyciągnięcie ręki

Dopiero później rośnie
Krwawi
Boli

 

 

 

 

 

 

 

 

Przyszli żeby zobaczyć poetę

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

przyszli żeby zobaczyć poetę
i co zobaczyli?

zobaczyli człowieka
siedzącego na krześle
który zakrył twarz

a po chwili powiedział
szkoda że nie przyszliście
do mnie przed dwudziestu laty

wtedy jeden z młodzieńców
odpowiedział
nie było nas jeszcze
na świecie

przyglądałem się
czterem twarzom
odbitym w zamglonym lustrze
mojego życia
usłyszałem
z bardzo daleka
ich głosy czyste i mocne

nad czym pan teraz pracuje
co pan robi

odpowiedziałem
nic nie robię
dojrzewałem przez pięćdziesiąt lat
do tego trudnego zadania
kiedy „nic nie robię” robię NIC

usłyszałem śmiech
kiedy nic nie robię
jestem w środku
widzę wyraźnie tych
co wybrali działanie

widzę byle jakie działanie
przed byle jakim myśleniem

byle jaki Gustaw
przemienia się
w byle jakiego Konrada

byle jaki felietonista
w byle jakiego moralistę

słyszę
jak byle kto mówi byle co
do byle kogo

bylejakość ogarnia masy i elity

ale to dopiero początek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ADAM  KADMON

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

JULIO / wspomnienie /

 

 

 

 

 

 

 

 

jak mam zatrzymać o  tobie westchnienie w wielu odsłonach linearnych

chociaż być może nie tak istotnych  dla ciebie jak dla mnie.

zawczasu nie prostuj ścieżek jeśli będą ostatnie

- przed potopem

nie godzi się żegnać przypadkowo ozięble

 

 

 

 

KTO

 

 

 

 

 

 

 

och ach  któż to powiedział słowa przeznaczenia

na wieczną pamiątkę

komu kiedyś odbiło histeryczną czkawką

na pomieszanie zmysłów wszelakich

fatalnym wybrzmieniem

 

czy to już ty w relacji z czasów zupełnie niewinnych

jakże mam je strawić

na wiecznotrwałą pamiątkę

post factum

na rzecz innych wspomnień

przecież nie zostanie żadne w namolnym biogramie

opatrznie

nieznacznie

 

 

 

 

 

 


Komentarze Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


trzy + 5 =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Ryba /Fisz /

wtorek 16/10/2018
2

Pod wrażeniem być czasów  jak widać... najbliższych :   Ona ryba - uważajcie - nie musi znów cuchnąć w jej rybiej istocie od głowy samej…


Mała improwizacja

niedziela 14/10/2018
1

Z wnętrza snów trafiam ku tobie.   Niechaj przeklęty będzie banał, z którym jesteś do dziś, od wczoraj - odwiecznie. Trzeba ci trzymać się cugli…


niech...

piątek 12/10/2018
2

...dopadnie mara wszystkie ludy obecnego  świata są atoli winne jak nie winien jest poncki piłat przydupasy jego akolici kmtrowie siedzący przy izraela prawicy w sanhedrynie…


Być świadkiem epoki.

wtorek 09/10/2018
0

Wiem, kim zdaję się być. Elementem układu o niewiadomych korzeniach, zbędnym - tak mi się  widzi, więc innym jak każdy piszący, w nieodpowiednim wieku, - …


Jak Herman z Kadmonem sensu życia szukali

piątek 05/10/2018
1

  WSPOMNIENIE KADMONA . SIGNUM…   … CZYLI O TYM, jak rok temu Jan Herman z Kadmonem sensu życia szukali , znajdując POINTĘ . Poszukiwana…


Jak dobrze rankiem wstać

środa 03/10/2018
0

  JAK DOBRZE   Jak dobrze rano wstać , nie dając pospać innym. Za oknem nieprzetarte niebo cieknące daniną , radio śpiewa hymn do miłości. Spoglądam…


Pytajnik albo co innego...

wtorek 02/10/2018
0

Czemu przychodzisz mimo oporowych murów, dlaczego spotykamy się w drodze na egzekucję praw, o śmierci bezwzględna, bezlitosna, beznamiętna niczym przydrożny kamień, jak pobożny krzyż pseudo-celtycki,…


Jak deszcz

niedziela 30/09/2018
1

Oddajmy cześć własnemu egotyzmowi, jak szumowi,zmartwieniom zbędnych idei. Niech będzie po nas choćby potop, przy którym zabraknie jasna rzecz - poety, jak pointy sezonu na…


Cichym ścigaj ją lotem..

piątek 28/09/2018
1

Cichym ścigać ją lotem, nie  lękać się miłości gdy dopada nocą przemienioną w dzień. Nie ma sensu i brak jest powodu, aby zaprzeczać istnieniu innej poprzedniej miłości.…


# A nasz Panie...

środa 26/09/2018
0

Sprowadź nas na tę stosunkową drogę, pośród licznych pozorów; nie lękaj się o nas -grzeszników przepoczwarzonych. To inna droga wśród licznych bezdroży. Daruj nam wszystkie inne…