Powalająca (naprawdę!) zupa z biedronek


piątek 09/08/2013
0

Przeglądając niedawno zdjęcia trafiłam na te, które zrobiłam 1 kwietnia tego roku. Ich dumną modelką była wówczas zupa, którą nabyłam podczas akcji promocyjnej w jednym ze sklepów znanej sieci dyskontów, a dokładnie w Biedronce. Jako że jeszcze z pobytu w Niemczech sprzed ok. 10 lat ciągnie się za mną trauma smaku pomidorowej zupy z puszki, kupionej w tamtejszej sieci „Edeka”, tak i do tej nowości nie byłam zbyt entuzjastycznie nastawiona.

 

Doskonale pamiętam wstrząs, jaki mimo ochoty na coś do zjedzenia wywołała we mnie tamta mikstura, rozpowszechniając w ustach ciężki posmak rycyny, przesiąknięty dziwnym smakiem niczym z opon samochodowych wraz z majestatycznym zapachem srebrnej, metalowej puszki. Puszki niczym uciętego kawałka kanalizacyjnej rury odpływowej, podobnej do tej, do której po chwili z bólem serca i wyrzutami sumienia powodowanymi wstydem i myślami o głodujących dzieciach w Afryce, wylewałam to petrochemiczne, rafineryjne paskudztwo.

 

Biedronkowa zupa jednak nie była w puszce. Dodatkowo rozdawano ją za darmo, stąd może moje wieloletnie uprzedzenie ustąpiło miejsca pewnej dozie wstrzemięźliwości, do której swoje 3 grosze dołożyła pewnie też plastikowa miseczka w kolorze Matki Nadziei.

Nie spodziewając się niczego specjalnego, a tym bardziej fajerwerków smaku w ustach, otworzyłam jednak przyszły posiłek, licząc w duchu na przełamanie obecnej wszechobecnej tandety i badziewia.

Niestety – kolor miseczki oddawał miseczki zawartość. W jej niecce ujrzałam… wodę! Tak, wodę; wodę w kolorze wody zmieszanej ze śmietaną – coś a’la écru – rzekłaby pewnie absolwent Akademii Sztuk Pięknych z emgieerem przed nazwiskiem.

Ale-ale, żeby nie było żem nierzetelną prawdę przedstawiła, niedopowiadając o kilku istotnych szczegółach. Choć czy one takie znowu istotne to pewna nie jestem… – ot raczej śmiech na sali, to wszystko.

Więc uściślając – oprócz écru-pośmietanowanej wody, w której wcześniej chyba gotowały się warzywa, były też… warzywa! Wow! A to ci niespodzianka! Tego się pewnie nie spodziewaliście, „co nie”? Widząc tę wodę, ja chyba też nie.

 

 

W każdym razie w basenie owej jarzynowej pływały – uwaga! – w dokładnym matematycznym rozrachunku:

    –   ok. 2 plastry marchwi 

      –   ok. 2 strączki fasoli szparagowej

      –   ok. 8 kostek pietruszki / selera (bok ok. 0,5 – 1 cm)

      –   7 kulek grochu

      –   kilka mikro kępek zielonych paprochów (po obserwacji mikroskopowej można stwierdzić kępki brokułów)

      –   ziemniaki – nie zlokalizowano   (pomimo info o takowych na etykiecie)

 

i… tyle! Koniec-kropka, basta i nic więcej. Wynik – trzeba przyznać – imponujący.

 

Żeby jednak nie było, że piszę tylko po to, by obsmarować ten kosztujący aż 4 złote (!) vanitas-vanitatum-produkt i pożal-się-boże zupę, muszę przyznać, że cała ta „woda” była nawet smaczna. Na dodatek, jako że w całym swoim subiektywizmie jestem jednak zawsze obiektywna, rzeknę również, że warte pochwały jest też to, iż „zupa” / „woda” (jak kto woli) była zjadliwa, mimo iż jakoś tak mi się przeciągało i jadłam ją dopiero tydzień po terminie. A że liczyłam na zupkę ze świeżych warzyw, a’la soki 1-dniowe, ta przetrwała całkiem długo.

Całkowicie kłamie jednak (co chyba każdy po zobaczeniu zdjęć sam stwierdzi) foliowa etykieta, ilustrująca domniemaną zawartość – można by się po niej spodziewać pożywnego nasycenia. Tymczasem w praktyce zupa ta z całą pewnością nie dotrze do naszych jelit, bo znikoma ilość warzyw (sic!, nawet to chyba za dużo powiedziane) zostanie w całości strawiona i zużyta do podtrzymania naszych funkcji życiowych. Jedyną możliwą ewentualnością pozostaje więc przedostanie się wywaru z naszego żołądka do nerek, gdzie po oczyszczeniu popłynie w siną dal najpierw przewodem moczowym, a w następnej kolejności już kanalizacyjnym…

 

 

 


Komentarze Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


− jeden = 4

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Wojna gangu dyskontów trwa

sobota 26/08/2017
7

Znana polska sieć sklepów z kategorii dyskontowej obnażyła to, czego jako gatunek ludzki powinniśmy powstydzić się obnażać. Sieciówka grupy Jerónimo Martins, wprowadzając do swojej oferty…


Testy pseudointeligenckie

środa 27/07/2016
1

Nigdy nie znosiłam testów na inteligencję. Zastanawiam się, kto w ogóle wymyślił to ustrojstwo. Ogólnie rzecz biorąc na same testy nie ma się w sumie…


Adrian znowu kocha

niedziela 03/04/2016
11

Nie wiem, jakie rajstopy robi Adrian, wiem za to, że wciąż po omacku szuka drogi, by zaistnieć w pamięci przydrożnego audytorium, racząc go coraz głębiej…


Miejskie szkodniki

czwartek 25/02/2016
6

Sprawa lokalna, ale dość zabawna. Choć nie dla wszystkich, bo mocno podnosząca ciśnienie. I krwi i atmosferyczne. Jako że kilka lat temu rozpoczęła się długo…


Open-trash – oddadzą ludziom śmieci

poniedziałek 18/05/2015
1

Open-trash – oddadzą ludziom śmieci Kości zostały rzucone, kosze zostaną otwarte. W sejmie trwają prace nad ustawą, która obligować będzie właścicieli sklepów wielkopowierzchniowych do przekazywania…


„Konkubinat to grzech”

sobota 21/03/2015
1182

Mogłabym powiedzieć: Wsadź kij w mrowisko, a nożyce się odezwą. Gdy w zeszłym tygodniu wracałam do domu mój wzrok, chcąc nie chcąc, (w)padł na wielką…


Sezon Ogórkowy

piątek 16/01/2015
0

W tym roku sezon ogórkowy rozpoczął się wyjątkowo wcześnie. Na niebie nie zdążyły pojawić się jeszcze pierwsze solidne promienie słońca, a już co poniektóre niesforne…


Larmo roku 2014

środa 31/12/2014
3

Już dawno nie było w mediach reklamy, która z taką intensywnością wbijałaby się w uszy bogu ducha winnych odbiorców, jak i z tak drastyczną namiętnością…


Wyborcze uroki…

wtorek 18/11/2014
1

Już niedługo „święta, święta i po świętach”, ale póki co „kampania, kampania i po… wyborach”. Umizgiwali się biedni kandydaci, robili co mogli, a gdyby mogli…


Jak wkurzyć klienta

czwartek 23/10/2014
3

Stwierdzenie, że „klient nasz Pan” już dawno można wsadzić między książki, a najlepiej między bajki dla dzieci, traktujące o cudownym świecie, gdzie dobro zawsze zwycięża…