O rety, Oreo…


czwartek 01/11/2012
5

Fenomen tragizmu ciasteczek „Oreo”

Tak jak podczas wpisu o „Kinder Bueno” i cudownie kojących dźwiękach podkładu muzycznego przenosimy się w odległy i mistyczny wampirzy świat, tak w tej reklamie doznajemy istnego zgrzytu wszelkich możliwych elementów składających się na ten „twór”. A może nawet „potwór”.

Nie dość, że cały dubbing wkomponowany jest tak koszmarnie łopatopologicznie, że przeszkadza w słuchaniu i nie pozwala na swobodną i harmonijną kontemplację dobiegających nas dźwięków dnia codziennego, to jeszcze dialog jest tak… prymitywny, że za każdym razem iście oniemiewam z wrażenia.

I mimo że wściekły wykład tej małej dziewczynki/małego chłopczyka trzeszczy mi w uszach i poraża połączenia nerwowe, to jak zahipnotyzowana nie mogę i nie jestem w stanie oderwać się od telewizora. Reklama jest tak idiotyczna, że nawet do po wielu miesiącach emisji na antenie nadal nie mogę uwierzyć, że można stworzyć taką potworność.

Próbując wyrwać się z tego okropnego transu i z trudem przedzierając się przez tę porażającą traumę dźwiękową można próbować doszukać się jakiejś istoty tego „dzieła”, jakiejś „historii”, którą w domniemaniu chciał przedstawić nam autor. Nie jest to łatwe, ale zdaje się, że jego celem było ukazanie charakterystycznej relacji i prozaicznej zabawy taty i córki. Pomysł nie był głupi ani też z góry skazany na porażkę, jednak efekt wyszedł tragicznie. Pocieszna i zawsze ujmująca wzajemna więź ojców i ich małych księżniczek to dobra i całkiem bezpieczna baza do budowania przyjemnej i lekkiej fabuły, opartej na codzienności bliskiej każdemu z nas.

Co ciekawe, opakowanie ciasteczek to kawałek dobrej roboty, choć w tej dziedzinie od kilku lat standardy znacznie się podniosły, doprowadzając do sytuacji, w której nawet dyskonty typu Biedronka mają profesjonalnie zaprojektowane opakowania. Nie to co kiedyś, kiedy to mniejsze sieci w serii swoich produktów ograniczały się do charakterystycznego białego opakowania z prostą prezentacją zawartości i do logo jasno komunikującego: „Może nie jestem markowy, ale za to swojski i tani”. Same ciastka to też nie typ imprezowych Piegusek czy Jeżyków o dość „artystycznej” kompozycji zawartości, lecz raczej szlachetnie i dostojnie prezentujących się ciasteczek, z wdziękiem mogącymi figurować wśród bankietowej śmietanki towarzyskiej.

Co się więc stało i JAK-TO-SIĘ-STAŁO, że tak prosty pomysł reklamowy przygniótł, a w konsekwencji rozgniótł na kwaśne jabłko swojego twórcę…?

Dla mnie jest to po dziś dzień wielką i nieodkrytą tajemnicą. Detektyw Rutkowski z pewnością też nie dałby jej rady. W kategorii nagrody dla największej reklamowej porażki pierwsze miejsce przyznałabym bezapelacyjnie właśnie reklamie ciasteczek Oreo – za perfekcyjną i osłupiającą nieudolność wszystkich tych, którzy nad jej tworzeniem pracowali oraz niepowtarzalnie wstrząsający i odrzucający efekt. Wbrew całej konwencji tego wpisu, nie jest to wcale rzecz niegodna uwagi, gdyż zdajmy sobie sprawę, że stworzyć tak beznadzieją pożal-się-boże reklamę nie jest wcale tak łatwo i wcale nie każdy podołałby temu wyzwaniu.

 

Należałoby chyba rzec: „na szczęście…”


Komentarze 5 Dodaj komentarz

 
  1. Kilka lat temu, gdy jeszcze studiowałem, wynajmowałem mieszkanie wspólnie ze znaną dziś krytyk muzyczną. Już wtedy okazało się, że moja współlokatorka nie ma nie tylko słuchu muzycznego, ale też podstawowej wiedzy z zakresu teorii muzyki. Recenzje pisała według własnego gustu, uprawiając literacki bełkot o tekście, formie i „osobowości” artysty. Użyłem tego przykładu, bo wydaje mi się, że Pani również ocenia tę reklamę według swojego gustu. Napisać, że „cały dubbing wkomponowany jest tak koszmarnie łopatopologicznie” (szczerze mówiąc nie rozmumiem czym jest dubbing wkomponowany łopatologicznie a czym niełopatologicznie) a dialog jest „prymitywny” to trochę za mało. Napisała Pani to, o czym większość ludzi oglądających reklamę doskonale wie. Nie musi nas Pani w tym zakresie edukować. Spodziewałem się jednak po tym tekście jeżeli nie głębszej analizy, to chociaż błyskotliwego wniosku lub dowcipnej puenty. Tymczasem przyczyna miernoty reklamy oreo pozostaje „wielką nieodkrytą tajemnicą”, za to na portalu pojawił się kolejny słaby tekst z tworami takimi jak „Piegusek” (tych „Piegusek) czy „iście oniemiewam”. Zaniemówiłem tylko przez chwilę, ale ogólnie dobrze się miewam.

       Odpowiedz
    3
    0
  2. W pełni zgadzam się z wujkiemmarcelem. Za czorta nie wiem, co się autorce w reklamie nie podoba (poza dubbingiem).

    Pani tekst, to nic więcej jak lanie wody, w którym nie ma żadnych konkretów. No ale lanie wody to przekleństwo większości recenzji.

    A tak przy okazji za reklamą Oreo (zwłaszcza z chłopczykiem) nie przepadam. Jednak Pani recenzja jest jeszcze gorsza.

       Odpowiedz
    1
    0
  3. Ada Kiryluk! NIE JADŁEM… A reklamę puszczałem i puszczam mimo uszu :) Proszę się nie zniechęcać komentarzami. Proszę dalej pisać :) STARE: „[...] LODY BAMBIBO! Jedz latem i zimą.”. Było proste, łopatologiczne, a pamiętam, że działało. Uwagi *ad personam! nie są *ad rem :)
    -”Niesforne Dziecię Gutenberga”.

       Odpowiedz
    0
    2
  4. Podpisuje sie. Duzo wody, zero konkretow. A szkoda, bo bylem ciekawa, zwlaszcza w kontekscie Stanow, gdzie Oreo to taka klasyka, jak w Polsce czekolady Wedla. Szkoda, panno Ado. :-(

       Odpowiedz
    1
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


× 7 = siedem

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Wojna gangu dyskontów trwa

sobota 26/08/2017
9

Znana polska sieć sklepów z kategorii dyskontowej obnażyła to, czego jako gatunek ludzki powinniśmy powstydzić się obnażać. Sieciówka grupy Jerónimo Martins, wprowadzając do swojej oferty…


Testy pseudointeligenckie

środa 27/07/2016
6

Nigdy nie znosiłam testów na inteligencję. Zastanawiam się, kto w ogóle wymyślił to ustrojstwo. Ogólnie rzecz biorąc na same testy nie ma się w sumie…


Adrian znowu kocha

niedziela 03/04/2016
14

Nie wiem, jakie rajstopy robi Adrian, wiem za to, że wciąż po omacku szuka drogi, by zaistnieć w pamięci przydrożnego audytorium, racząc go coraz głębiej…


Miejskie szkodniki

czwartek 25/02/2016
9

Sprawa lokalna, ale dość zabawna. Choć nie dla wszystkich, bo mocno podnosząca ciśnienie. I krwi i atmosferyczne. Jako że kilka lat temu rozpoczęła się długo…


Open-trash – oddadzą ludziom śmieci

poniedziałek 18/05/2015
2

Open-trash – oddadzą ludziom śmieci Kości zostały rzucone, kosze zostaną otwarte. W sejmie trwają prace nad ustawą, która obligować będzie właścicieli sklepów wielkopowierzchniowych do przekazywania…


„Konkubinat to grzech”

sobota 21/03/2015
1185

Mogłabym powiedzieć: Wsadź kij w mrowisko, a nożyce się odezwą. Gdy w zeszłym tygodniu wracałam do domu mój wzrok, chcąc nie chcąc, (w)padł na wielką…


Sezon Ogórkowy

piątek 16/01/2015
0

W tym roku sezon ogórkowy rozpoczął się wyjątkowo wcześnie. Na niebie nie zdążyły pojawić się jeszcze pierwsze solidne promienie słońca, a już co poniektóre niesforne…


Larmo roku 2014

środa 31/12/2014
3

Już dawno nie było w mediach reklamy, która z taką intensywnością wbijałaby się w uszy bogu ducha winnych odbiorców, jak i z tak drastyczną namiętnością…


Wyborcze uroki…

wtorek 18/11/2014
3

Już niedługo „święta, święta i po świętach”, ale póki co „kampania, kampania i po… wyborach”. Umizgiwali się biedni kandydaci, robili co mogli, a gdyby mogli…


Jak wkurzyć klienta

czwartek 23/10/2014
4

Stwierdzenie, że „klient nasz Pan” już dawno można wsadzić między książki, a najlepiej między bajki dla dzieci, traktujące o cudownym świecie, gdzie dobro zawsze zwycięża…