na cztery ręce (ciąg dalszy)


niedziela 23/11/2014
0

W końcu przyszedł czas na mnie. Jakżeby inaczej, Olga protestowała, lecz na nic zawieszona dłoń na ramieniu i błagalny głos…Mój podrażniony węch i napęczniały brzuch domagały się swego; jak najszybciej ruszyć. Zaczerpnąć świeżego powietrza… A ta, jak jej tam, aaa… Natasza. Przyznam, piękna. Ale czy ona jedna? Ile ich tu…Cholernie wyniosła, skąd taka się wzięła? Zimno. Brr. Byle szybko do domu.
Powietrze stało lodowatym chłodem, przeszywało do szpiku. Delikatnie prószył śnieg, który niczym połyskujące ogniki, bezczelnie osiadał na rzęsach i brwiach. Magia miejsca i późnego wieczoru wprowadziły w stan zapomnienia, odrętwienia. Przyspieszyłem kroku. Czułem postępujące, przyjemne ciepło.

Rewolucja wrześniowa, świat zwariował, przenicował dotąd poznane i opisane prawa przyrody. Od dwóch dni wszyscy chodzili ospali albo podrażnieni niczym koty na przednówku. Na niektóre twarze rzuciła się przezroczystość i bladość, włosy zmatowiały a piwo nabrało wariackiego posmaku zidiociałego powietrza. Następnego dnia niespodziewanie zadęło z północy. Najpierw drzewa poczęły się uginać jakby chciały przycupnąć na zwiotczałych kolanach. Potem liście porwały się do lotu. Wkrótce ze śmietników wzniosły się w powietrze wszelakie kolorowe folie, papiery, a na końcu plastikowe butelki, by wspólnie zataczać podniebne piruety i salta mortale. Szare ziarenka piasku dobijały się do okna jakby chciały ostrzec przed nieroztropnym wyjściem na ulicę. Tak trwało dwie doby, po czym w sobotę wszystko ucichło tylko dalej padał śnieg.

Za oknem blada poświata budziła poranek. Pierwsze samochody wypełzały z hałasem a ich żarzące oczy przebijały mgły ścielące się gęsto przy ziemi. Cicho i bez pośpiechu podążały do znanych im miejsc. I ja wreszcie poznam swoją gromadę podopiecznych. Minął tydzień, kiedy dostałem szansę na wychylenie głowy poza Abakan. Leonczyk postanowił pokazać moje mięso minusińskim polonusom. Wszedł do miejsca mojego zakwaterowania odziany w białą koszulę, zakrawacony, uzbrojony w czarny garnitur, w wyglancowanych lakierkach. Wszedł bez pukania, przez co póżniej nazwałem go „niestuciawszym priedsiedacielem”, bo brak stukania do obcych drzwi był cechą odróżniającą go od innych znanych mi już Abakańczyków. Nakazał, abym ubrał się po europejsku, jakoś „poprawnie”, bym zrzucił dżinsy i wciągnął spodnie, które przystoją poważnej osobie, za jaką mają mnie tubylcy obowiązkowo uważać. Wyprasowałem, więc świeżo, jeszcze w Polsce uprane dżinsy i koszulkę polo firmy Adidas, zapakowałem w podręczny plecaczek aparat fotograficzny i parę drobiazgów. W takim stroju wyjściowym wyległem na świeże i ciepłe abakańskie powietrze. Leonczyk nie zaakceptował mojego uniformu, przyprawiając to – niezaakceptowanie – swym milczącym spojrzeniem i owym „wot”. Nie odzywał się do samego Minusińska.

Minusińsk. Miasto podupadłe. Bloki z wielkiej płyty, takie same jak w Abakanie, przerażająco szare, bezlitośnie smutne, zaskakująco jednakowe. Ulice szerokie, asfaltowe.

Minusińsk – miasto przeszłej świetności, lecz nie tej komunistycznej, o którą zdawał się upominać neonowy, lecz już nie świetlany napis na jednej z rozsypujących się i zaszczurzonych dziesiacietażek – „Dzieło Lenina żywiot i pabieżdajet”. Minusińsk z przepiękną przedrewolucyjną starówką – raczej „staruszką po przejściach” – z zabytkową i cudem ocalałą cerkwią, z ponad stu  pięćdziesięcioletnią drewnianą zabudową ulic, z budynkiem muzeum założonym przez Martianowa, dobrowolnego przybysza z Polski, który w XIX wieku rozpoczął pracę nad wszechstronnym opisaniem tych ziem. Minusińsk – miasto zesłańców z Polski i z Litwy: kościuszkowców, listopadowców, dekabrystów, styczniowców i innych nieszczęsnych, siłą zepchniętych przez łapy caratu na margines cywilizowanego świata. Minusińsk zesłanych także przez czerwone łapy szaleństwa. Minusińsk, miasto mojej misji. To tutaj wkrótce miałem prowadzić zajęcia z grupką przyznających się do polskości. To tutaj na falach lokalnego radia, miałem wspólnie z Olgą Tiemierową mówić do nich po polsku. Tutaj, tak naprawdę, miała zacząć się moja syberyjska przygoda.

irena otolska & robert piotr jędrzejczak


Komentarze Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


3 × trzy =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

* * *

poniedziałek 10/12/2018
0

Noc zaglądała łapczywie do swoich trzewi. Nie była jednak sobą zachwycona. Czarne oblicze rzadko promieniało radością. Mimo wpatrzonych w nią wielu oczu, zachwyt wzniecały tylko…


Gdy nadchodził sierpień

poniedziałek 17/09/2018
1

    który członkował zakrzepłe lato, wbijałam oczy w pogubione nazwy na białej kartce. Palcem zakreślałam ślepe drogi do źródła, którego epicentrum przeciekało rozpadlinami białka.…


symetria (5)

wtorek 03/04/2018
0

Jednostajny szelest i narastające ciepło  łakomie otulało ciało. Woda spływała strużkami wdzierając się w każde zagłębienie i pokonując liczne krągłe wypiętrzenia. Skóra otwierała pory niczym…


poniedziałek 19/03/2018
2

Pogoda sprzyja wspomnieniom pełnym nostalgii. Gdzieś przeczytałam, że Polacy to taki naród, który z racji położenia swojego kraju ( nie koniecznie geopolitycznego :) ), ma…


* * *

sobota 10/02/2018
0

- Jesteś próżna - usłyszałam. - Tak. Jestem próżna i ładna - zapomniałam mu jednak powiedzieć, że jestem także mądra. Choć zastanawiałam się, czy nie…


W OGRODZIE PĘKAŁY HAFTKI GORSETU

sobota 13/01/2018
1

Dni osiadają w kałużach. Wilgoć trawi ciało, Odsłaniając krawędzie bólu.   Tymczasem przyszedł rok, całkiem nowy, lecz nie stało się nic… …co byłoby nowe, poza…


* * * * *

niedziela 31/12/2017
4

Pozbierać czasu okruchy Niezapamiętane. Te miedzy palcami... Te, które umknęły w inne światy... Á vista i od niechcenia Mleczną Drogę przebiec.. ... po krańce. Za…


Białe, bielsze i najbielsze...

wtorek 26/12/2017
1

Zima to czas, który lubią dzieci. Śnieg. Mróz. Szaleństwo. Śnieg padał i padał. Mróz malował okna tak, że siedzieliśmy z nosami przyklejonymi do szyby popadając…


ŻYCZENIA

sobota 23/12/2017
4

Wczorajszy dzień był wyjątkowy z wielu powodów...Jednym z nich było spotkanie z Michałem Nogasiem w jego cyklicznej audycji Do południa, podczas której usłyszałam dwanaście przepisów…


WIELKA MELANCHOLIA(2)

sobota 09/12/2017
0

I gdzieś ponad, bezszelestnym tańcem ciemnych piór, oddalały się moje dziecięce marzenia. Tylko dziadziuś wtórował pieśni o rozstaniu i szorstkim wąsem czesał skołtunione włosy swojego…