GDY ŚWIAT NIE BYŁ TAKI, JAKI JEST…


poniedziałek 29/05/2017

Drodzy moi,
nie wiem, czego doświadczać będziecie, odbywając podróż, którą rozpoczynam wraz z tymi słowy. I mimo że nie rozkosz języków, tajemnice religii, wielorakość kultur, wnikliwość idei, w końcu zwykła bieda czy natrętne bogactwo wiodły, gdy kreśliłam kolejne zdania, bo tu jedynym żywotnym problemem początku było to, by odnaleźć koniec. Tym samym pożreć siebie  samego.

Zabieram was zatem w zmarginalizowany świat małego miasteczka, gdzie pośród szarych kamienic, rozwrzeszczanych podwórek, chlewików z zabezpieczonymi skoblem drzwiami, za którymi wpadałeś na kwiczące prosię bądź gdaczącą kurę, znajdziesz powszedniość  przegranych i nierzadko wygranych życiorysów. Tu, na północno – zachodnich rubieżach, polskość poszukiwała treści i własnej tożsamości.

Chyba po trosze trzeba być szaleńcem, aby nosić już wówczas wiarę w to, że na pewno… w to, że marzenia kiedyś… .One tylko miały szansę wyrwać nas na chwilę z szarych przestrzeni i butwiejących w stosach odpadków codziennych niemożności, bo już i nadziei brakowało. Tymczasem w tę podłość przenikał ciepły, metaliczny zapach krwi. Opary świńskiego mięsa wypełniały izbę, w której na centralnie stojącym stole rozłożyła się krwista parująca sztuka. Mdły smród mieszał się z intensywnym potem męskich ciał. W dłoniach trzymali długie noże. Wprawnymi ruchami porcjowali mięso. Ciach po ciachu; ruch po ruchu. I już na patelni skwierczy. A za oknem lał się żar, który spowalniał mięśnie.  Muchy też wyczuwały ucztę, lepiąc się do nylonowych siatek. Dzieciarnia ganiała ze śmiechem wywijając jedni ścierkami, inni długimi witkami wierzbowymi. Pies machał ogonem i szczekał. Nawet kogut oszalał, choć to nie była jeszcze jego pora. U sąsiada radio grało hejnał z wieży mariackiej. Tego dnia nic nie nadwątlało szczęścia. I wydawało się, że lepiej być nie może. Człowiek uczył się człowieka patrząc w oczy.

Wśród kwietniowych upalnych dni odległych już o dziesiątki lat ożywają czarno – białe obrazy, które odsłaniają mnogość istnienia. Gdzieś bowiem, pośród mizerii światła i wszędobylskiego pyłu, pośród form i odcieni szarości na plan pierwszy wypiętrzają się zachowania o skłonności do tworzenia lokalnego folkloru. Wówczas to cichy i chyba niekwestionowany koloryt życia nadawały sceny świniobicia. Poprzedzały one czas Wielkanocy, bądź też Bożego Narodzenia. Zdarzały się też inne okazje. Choćby pierwsza komunia św. czy weselisko.

Brunatnoszara plama krwi, popiołu i wody poszukiwała dróg, którymi wnikała gdzieś poprzez szczeliny w głąb naszego podwórka. Opalizujące odwłoki much z lubością to zanurzały się, to unosił nad krwawą mazią. Owady zachłannie zlizywały jeszcze płynny pokarm. Nasza dziecięca ciekawość była kulą u nóg dorosłych. Dziewczyny rzadko wytrzymywały donośny kwik. Tej części walki zwierzęcia z człowiekiem, który niósł niechybną śmierć, nie widziałam nigdy.  Wiem, że wieprz miał pętane tylne nogi a potem z trudem przepędzany z komórki na zewnątrz. Matki i babki w popłochu zaganiały nas do domu. Ale też same z zaciśniętym gardłem usługiwały podając czy to siekierę, nóż, miskę z wodą. Słowem, panowało ogólne podniecenie, któremu i my ulegaliśmy. Dziadek Serej celnym ruchem wymierzonym między oczy kładł zwierzę. Masa ciała z głuchym pogłosem runęła na ziemię. Właśnie miała rozpocząć się najbardziej krwawa część dramatu. Kat wprawną dłonią wbił ostrze noża w aortę szyi. Dzieci z piskiem zasłoniły oczy. Już wszyscy wiedzieli, że podglądają. Zaczęło się spuszczanie krwi. Pulsem uchodziło świńskie życie. Między stołem a oknami niestrudzenie biegał Waldek i raportował na bieżąco przerażonym dziewczynkom.

- Zrywają ze świni skórę! Gdy tymczasem smalono, czyli opalano wiechciami płonącej słomy szczecinę. Nie lada problemu dostarczały uszy i pachwiny. Powietrze gęstniało zapachem palonego białka. Ta woń pozostała w pamięci do dziś. Potem trwało czasochłonne szorowanie cegłą i polewanie wodą. Ostatecznie doczekaliśmy się patroszenia. Świniak był wieszany za tylne nogi do pozycji pionowej. Rozcinano mu brzuch i usuwano trzewia. Nasze twarze miały kwaśny grymas. Bywało, że ktoś nie wytrzymał i rzygał. Towarzyszyły nam obrzydzenie i ciekawość tego, co w środku. Końcem obróbki był podział całości na dwie połówki. Dalsza część, rozbieranie na elementy: boczki, połcie słoniny, szynki, schaby, karkówki i łopatki, podgardle, nogi, łeb z ryjem i uszami oraz podroby odbywała się w domu.

Tymczasem babcia Serejowa wykrawała co lepsze kęsy i smażyła z cebulką świeżonkę. Tę zaś suto zakrapiano kielichem na ewentualność pasożytów, bo mięso do badania wieziono po skończonej robocie. Może swój udział w powstaniu powiedzenia „zalać robaka” miało i to zakrapianie pasożytow?

 

 


Moje najnowsze wpisy

 

9.34

niedziela 14/03/2021

zegarek odmierza czas serce przyspiesza wiatr za oknem daje znać o sobie szyby dzwonią czy to sojusz, czy opór   niema rozmowa zakorzenia się we…


dźwiękonaśladowczo

środa 10/03/2021

  słyszałam że czas można zatrzymać w jednej sekundzie której na lekarstwo zakukał zegar wciąż się wahając   to nie takie proste wydobyć bez słowa…


poszukam wczoraj

środa 03/03/2021

    asfalt wlókł się godzinami podczas gdy sprawnie traciłam orientację czekałam   wyłuszczasz sens każdej minuty z iskrą w ciemnej źrenicy przekraczasz granice po raz…


* * *

poniedziałek 10/12/2018

Noc zaglądała łapczywie do swoich trzewi. Nie była jednak sobą zachwycona. Czarne oblicze rzadko promieniało radością. Mimo wpatrzonych w nią wielu oczu, zachwyt wzniecały tylko…


Gdy nadchodził sierpień

poniedziałek 17/09/2018

    który członkował zakrzepłe lato, wbijałam oczy w pogubione nazwy na białej kartce. Palcem zakreślałam ślepe drogi do źródła, którego epicentrum przeciekało rozpadlinami białka.…


symetria (5)

wtorek 03/04/2018

Jednostajny szelest i narastające ciepło  łakomie otulało ciało. Woda spływała strużkami wdzierając się w każde zagłębienie i pokonując liczne krągłe wypiętrzenia. Skóra otwierała pory niczym…


poniedziałek 19/03/2018

Pogoda sprzyja wspomnieniom pełnym nostalgii. Gdzieś przeczytałam, że Polacy to taki naród, który z racji położenia swojego kraju ( nie koniecznie geopolitycznego :) ), ma…


* * *

sobota 10/02/2018

- Jesteś próżna - usłyszałam. - Tak. Jestem próżna i ładna - zapomniałam mu jednak powiedzieć, że jestem także mądra. Choć zastanawiałam się, czy nie…


W OGRODZIE PĘKAŁY HAFTKI GORSETU

sobota 13/01/2018

Dni osiadają w kałużach. Wilgoć trawi ciało, Odsłaniając krawędzie bólu.   Tymczasem przyszedł rok, całkiem nowy, lecz nie stało się nic… …co byłoby nowe, poza…


* * * * *

niedziela 31/12/2017

Pozbierać czasu okruchy Niezapamiętane. Te miedzy palcami... Te, które umknęły w inne światy... Á vista i od niechcenia Mleczną Drogę przebiec.. ... po krańce. Za…